Wadliwie wykonana usługa, zła jakość towaru, niesprawiedliwie, naszym zdaniem, rozpatrzona reklamacja – wszystkie sprawy, dotyczące sporów majątkowych powstałych na tle realizacji umów kupna-sprzedaży, w których strony nie mogą się porozumieć, można oddać w ręce Polubownego Sądu Konsumenckiego. Niezbędnym warunkiem, by Sąd w ogóle zajął się sprawą jest jednak zgoda na to obydwu stron.Oddanie sprawy w ręce Sądu Konsumenckiego jest doskonałym wyjściem w sytuacji, gdy strony, chociaż obie tego chcą, nie mogą się „dogadać”. Tu mogą liczyć na obiektywizm, fachowość, szybkość działania, a także niewielkie koszty rozprawy. A przy tym -jeśli już do rozprawy dojdzie – realizacja decyzji Sądu Konsumenckiego ma taką samą moc prawną jak wyroki Sądu Powszechnego.

Na początku Sąd Konsumencki zawsze wzywa do ugody. Jeśli jednak do niej nie dojdzie, zaczyna się postępowanie dowodowe oparte na załączonych dokumentach, zeznaniach stron i ewentualnych świadków oraz opiniach rzeczoznawców Wyrok zapada jeszcze tego samego dnia, po przerwie, chyba że sprawa jest wyjątkowo skomplikowana. Tak zdarzyło się np. w sprawie o usługi stolarskie w domu klienta. Zleceniodawca był niezadowolony z wykonanej pracy i chociaż stolarz chciał poprawić, klient nie godził się na to. Żadna ze stron nie chciała ustąpić, każda miała swoje racje. Rzeczoznawca ocenił jednak, że usługa została wykonana na przyzwoitym poziomie i uznał większość zarzutów klienta za bezpodstawne. Po blisko półrocznym postępowaniu sąd wydał wreszcie wyrok: zadatek dany stolarzowi został policzony jako zapłata za wykonane dotąd usługi, natomiast dalsze roszczenia zostały oddalone. Jak się później okazało, niezadowolony z werdyktu klient złożył zażalenie do Sądu Powszechnego. Takie sprawy zdarzają się jednak niezwykle rzadko.

W ciągu 10 lat istnienia Sądu tylko kilka razy składano skargę na wyrok. Nigdy jednak nie słyszałem, by wyrok sądu konsumenckiego został oddalony” – mówi Zdzisław Lewandowski, prezes Sądu Konsumenckiego.Oprócz przewodniczącego, spór rozstrzyga jeszcze dwóch arbitrów: przedstawiciel Federacji Konsumentów oraz osoba wyznaczona przez drugą stronę sporu (np. rzeczoznawca). Na proces można przyjść z osobami, które mogą wnieść do sprawy dodatkowe fakty czy wyjaśnienia, np. z fachowcami świadkami.Dotąd istniała niepisana zasada, że Sądy Konsumenckie nie zajmują się raczej sprawami, w których wartość przedmiotu sporu przekracza 10 000 zł. „Niedawno doszliśmy jednak do wniosku, że obecnie nie jest to już zbyt wielka kwota: niektóre usługi, np. stolarskie czy budowlane znacznie przekraczają tę kwotę. Wydaje mi się, że nie ma potrzeby kwotowego ograniczania wartości przedmiotu sporu, bowiem zanim sąd zajmie się jakąś sprawą, najpierw zapoznaje się z faktami. Jeśli dojdzie do wniosku, że nie jest w stanie zająć się daną sprawą, odsyła klienta do Sądu Powszechnego” – uważa przewodniczący Sądu Konsumenckiego.Zdzisław Lewandowski zapewnia, że nawet jeśli ktoś zdecydowałby się skarżyć np. spółdzielnię mieszkaniową, od której kupił mieszkanie z wadami, i zgłosiłby się do niego po pomoc, chętnie zająłby się taką sprawą – oczywiście, o ile pretensje byłyby uzasadnione.

Dolna granica kwoty, o jaką warto podejmować „walkę” nigdy nie została ustalona – można przyjść nawet z pretensjami w sprawie 30 zł. Wcześniej trzeba jednak przemyśleć, czy warto. Aby sąd mógł zająć się sprawą, trzeba bowiem wpłacić zapis w wysokości 3% od wartości przedmiotu, ale nie mniej niż 10 zł. Trzeba się także liczyć z tym, że w przypadku ugody koszty rozkładane są po połowie na obie strony Jeśli zaś do niej nie dojdzie, koszty procesu opłaca strona przegrana (5% od wartości przedmiotu sporu).W całej Polsce istnieje ogółem 27 sądów konsumenckich. Działają przy wojewódzkich bądź powiatowych inspektoratach Inspekcji Handlowych. Rocznie wpływa do nich kilkanaście tysięcy spraw (do warszawskiego ok. 100).

W pierwszych latach działalności sądów przeszło 75 proc. rozpraw dotyczyło reklamacji w sprawie butów „Tak bardzo zachłysnęliśmy się dobrobytem, jaki nagle zaczął nas otaczać, że kupowaliśmy rzeczy, nie zwracając uwagi na ich przeznaczenie – twierdzi Zdzisław Lewandowski. – Na Zachodzie buty do biegania służą wyłącznie do biegania. W Polsce natomiast używano ich także do chodzenia na co dzień i to w każdych warunkach…

Przeczytaj też: