W życiu bywa niestety również tak, że po długo planowanym i wyczekiwanym ślubie zamiast samych przyjemnych chwil zaczynają pojawiać się prawdziwe problemy. Taką sytuację odzwierciedla dowiedzenie się o długach małżonka dopiero po zawarciu związku. To okropne doświadczenie, jednak warto podejść do takiej nieprzyjemności z zimną głową, aby nie dać się panice oraz nie popełnić błędu. Szczególnie obawiamy się zapewne tego, że nasze konto zostanie zajęte na skutek działań nieodpowiedzialnego czy też zwyczajnie pechowego męża lub żony. Nie ma jednak obaw do niepokoju pod warunkiem spełnienia prostego wymogu.

Zaciągnięte przez wybranka czy wybrankę kredyty przed zawarciem małżeństwa nie przechodzą na nas. Komornik nie może zająć naszego konta (w przypadku wspólnego sprawa może się już niestety skomplikować, a z tym najlepiej udać się do wykwalifikowanego prawnika), a także ścigać nas w celu odzyskania tego, co spoczywa na barkach drugiej połówki. Zwyczajnie nie ma do tego prawa – wyjątek stanowi taki wariant, w którym przed ślubem zgodziliśmy się wcielić w rolę poręczyciela za zaciągnięty dług. To stawia nas w zdecydowanie gorszym poręczeniu, bo to nasze dane widnieją na dokumentach udowadniających poręczenie.

Jak widać, jeżeli zachowamy osobne konta oraz nie będziemy mieć na sobie łatki poręczyciela, to unikniemy kłopotów. Inaczej sytuacja wyglądać będzie z ruchomościami, na które trzeba przedstawić faktury, aby udowodnić bycie ich jedynym właścicielem. Możemy jeszcze odwołać się do postępowania przeciwegzekucyjnego, gdzie między innymi korzystając z pomocy świadków dowodzić będziemy tego, że to my, a nie nasz małżonek traktowani mamy być jako właściciele konkretnej rzeczy. To już jednak wykracza nieco – choć wiąże się – poza temat tego tekstu, więc dajmy temu spokój. Najważniejsze jest to, że nasze konto nie może zostać wbrew naszej woli naruszone na poczet pokrywania zatajonych przed nami i przez to szczególnie niepokojących długów.

Przeczytaj też: