Obywatele mogą zajrzeć do spisu korzyści materialnych posłów i senatorów, ale nie urzędników i samorządowców. „Gdzie jest władza, tam są ciastka”, mawiał były prezydent Lech Wałęsa. To powszechne przekonanie każe sprawdzać, jakie ciastka i jak często jedzą ludzie władzy.

Znany z innych krajów obowiązek ujawniania otrzymanych prezentów wprowadziła ustawa z 9 maja 1996 roku o wykonywaniu mandatu posła i senatora. Nakazuje ona parlamentarzystom informować o wszystkich stanowiskach i zajęciach wykonywanych w administracji publicznej, faktach materialnego wspierania działalności publicznej, darowiznach krajowych i zagranicznych, jeśli ich wartość przekracza połowę najniższego wynagrodzenia za pracę, wyjazdach krajowych i zagranicznych fundowanych przez rozmaite instytucje i wreszcie o „innych uzyskanych korzyściach” o wartości większej niż połowa wspomnianego wynagrodzenia.

Biret, kosiarka i skrzynka wina

Od paru lat lektura rejestru jest okazją zarówno do refleksji, jak i rozrywki. Zastanawiające są choćby różnice w skrupulatności ludzi władzy. Jedni wpisują do rejestru niemal każdą „korzyść”, w tym otrzymane przedmioty o wartości mniejszej niż 250 zł (ubiegłoroczna granica rejestrowa). Na przykład były premier Tadeusz Mazowiecki (UW) wpisał nawet dwa bilety na oficjalną premierę filmu „Ogniem i mieczem” oraz otrzymane wraz z tytułem doktora h.c. insygnia – togę, biret i srebrny łańcuch. Jan Maria Rokita (AWS-SKL) wspomniał o prezencie bożonarodzeniowym od żony, a dawny minister finansów, Jerzy Osiatyński (UW) o notatniku elektronicznym. „Co prawda jego wartość jest niższa niż 250 zł, ale wpisuję go, bo po raz pierwszy zdarzyło mi się otrzymać prezent” – dopisał Osiatyński. Inny przykład skrupulatności to wpis senatora Jerzego Markowskiego (SLD), który wymienił cztery obrazy olejne otrzymane od przyjaciół z okazji 25. rocznicy ślubu.
Naprawdę nietypowo obdarowano posła SLD, Andrzeja Stryjaka – od tygodnika „Nie” otrzymał… 600 prezerwatyw. Jak wyjaśnił poseł, większość z nich zaraz rozdał ze względu na krótki okres przydatności do użycia. Inne nietypowe, choć praktyczne prezenty, wyróżniające się wśród sztampy teczek, piór wiecznych i zegarków to kosiarka do trawy (wartość 3750 zł), którą przyjaciele obdarowali ministra rolnictwa, Artura Balazsa, a także „materiał kamienny na schody i taras oraz kamienie polne pod budowę drogi”, o których wspomina wiceminister spraw zagranicznych, Radek Sikorski.
Obdarowani często nie znają wartości prezentów. Wspomniany J.M. Rokita wymienił torbę skórzaną i ozdoby choinkowe, a posłanka SLD, Alicja Murynowicz „kosmetyki nieznanej mi wartości”. Nie wszyscy poprzestają jednak na przyjęciu prezentów. Henryk Goryszewski pyta chyba ofiarodawców o wartość podarunków, podał bowiem w oświadczeniu zarówno cenę jedwabnego krawata (200 zł) , jak i skrzynki wina (1624 zł).
Inni nie są tak skrupulatni i nie wpisują nawet wysokości regularnie lub okresowo otrzymywanych honorariów, poprzestając na zasygnalizowaniu tego faktu. Choć i tu nie brak wyjątków, jak Piotr Gadzinowski, który niemal co miesiąc podaje wysokość sum uzyskanych dzięki publikacjom w lewicowych gazetach.

Podróże polityków

Gadzinowski, Osiatyński i kilkunastu innych dokładnie odnotowują inne korzyści, w tym przede wszystkim podróże zagraniczne, które fundują parlamentarzystom rozmaite firmy i fundacje. I tak np. pochodzący z Warszawy Gadzinowski studiował „zagadnienia nowoczesnych rozwiązań komunikacyjnych” w Hanowerze i Brunszwiku, a wyjazd grupy parlamentarzystów sfinansował znany producent pojazdów szynowych Alstom. Wspomniany już senator Markowski, specjalista w dziedzinie górnictwa, wyjeżdżał częściej: Thyssen-Krupp zafundowały mu wyjazd do Niemiec i Austrii, a ETI-Canada do Portugalii.
Niekiedy fundator pokrywa nie tylko koszty, ale i nagradza za udział lub wygłoszenie referatu.
Tak było w przypadku uczestników konferencji na Uniwersytecie Michigan poświęconej polskiemu „okrągłemu stołowi”. Po 2 tys. dolarów otrzymali tam Aleksander Hall (AWS), Gabriel Janowski (AWS) oraz Jan Lityński (UW).      Podróżują też żony polityków. Ewa Balcerowicz, pracownica Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN oraz Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych uczestniczyła w konferencji dotyczącej prywatyzacji banków i restrukturyzacji złych długów w Tiranie, w seminarium poświęconym korupcji (w Kijowie), a jako osoba towarzysząca pojechała do Las Palmas. Jej mąż, Leszek Balcerowicz jest najczęściej obdarowywanym polskim politykiem. Do 10 grudnia ub.r. kiedy to ostatnio aktualizował wpis, wicepremier otrzymał 27 najrozmaitszych prezentów – od obrazów po kurtkę zimową. Niemal wszystkie dary (poza złotym medalem olimpijskim otrzymanym od żeglarza Mateusza Kusznierewicza oraz koszulą i krawatem od kobiecego miesięcznika, a także statuetką będącą nagrodą innego kobiecego miesięcznika dla państwa Balcerowiczów) wicepremier przekazał instytucjom dobroczynnym.
Znacznie krótsza jest lista prezentów dla szefa rządu. Jerzy Buzek pochwalił się m.in. kapeluszem i pasem kowbojskim (darem dyrekcji słynnej stadniny koni w Janowie Podlaskim) i indiańskim pióropuszem otrzymanym podczas wizyty w USA. Najcenniejszy z prezentów dla Jerzego Buzka – samochód mercedes – trafił na licytację, a uzyskana suma zasiliła fundusz dobroczynny.
Jak widać, „ciastka władzy” mogą mieć różne kształty i smaki. A wymienić warto jeszcze rozmaite upusty przy zakupie niektórych towarów, zwłaszcza samochodów. Bonifikaty te sięgają na ogół 10 proc., a skorzystali z nich m.in. były premier Włodzimierz Cimoszewicz i minister spraw wewnętrznych z jego rządu, Zbigniew Siemiątkowski (obaj SLD), a także sekretarz klubu AWS, Kazimierz Janiak. Z kolei posłanka SLD, była prezes ZUS, Anna Bańkowska otrzymała upust przy kupnie urządzenia klimatyzacyjnego.
Wypisy z rejestru można by wydłużać. Nie odpowiedzą one jednak na pytanie: czy rejestr zapobiegł przypadkom korumpowania polityków. Rejestr jest dobrowolny i politycy wpisują do niego to, co chcą. Pamiętający o krawacie Henryk Goryszewski nie ujawnił umów z towarzystwem emerytalnym oraz z jedną z dużych firm spożywczych, które z racji jego funkcji przewodniczącego Komisji Finansów Publicznych prasa uznała za tworzące konflikt interesów.

Majątek radnego

Inaczej sprawa wygląda w przypadku wysokich urzędników państwowych i samorządowców. Na podstawie ustawy z 21 sierpnia 1997 r. o ograniczeniu działalności gospodarczej osób pełniących funkcje publiczne zobowiązane są one do składania oświadczenia o stanie majątkowym. „Wypełniam ten druk dwa razy w roku od 6 lat, choć szczerze mówiąc, nie widzę w tym większego sensu – powiedziała nam Julia Pitera, radna Warszawy i przewodnicząca komisji rewizyjnej. – Oświadczenia lądują bowiem w kasie pancernej przewodniczącego Rady Warszawy i nie słyszałam, by kiedykolwiek zrobiono z nich użytek”.
Julia Pitera była w ubiegłej kadencji zwolenniczką wprowadzenia dodatkowych rygorów dla stołecznych radnych. „Zostali oni zobowiązani do rozszerzenia oświadczeń o informacje dotyczące prowadzenia działalności gospodarczej z wykorzystaniem majątku miasta, ale i tak poszerzone oświadczenia pozostają poufne” – wyjaśnia Julia Pitera. Znana z walki z korupcją radna jest zwolenniczką wprowadzenia „rejestru korzyści” również dla samorządowców i urzędników samorządowych. „Może wtedy uniknęlibyśmy żenujących sytuacji, jak ta sprzed paru lat, kiedy to podczas otwarcia wyremontowanego Nowego Światu jeden z urzędników dostawał prezenty w kolejno mijanych sklepach” – dodaje Julia Pitera.